Wreszcie pada. Przyroda ożywa. Widać w oczach jak rośnie. Po przyjeździe na działkę, na pierwszy rzut oka, zauważyłem ogromną różnicę w trawie. Zazieleniła się i urosła. To samo z warzywami na grządkach. Pomimo tego, że ja je podlewałem, to Pan Bóg robi to lepiej.
A więc po kolei, co najbardziej rzuciło się w oczy.
Buraczki – wczoraj ledwo były przebłyski a dzisiaj już pięknie powschodziły czerwone okrągłe. Pozostałe jeszcze troszkę czasu potrzebują, żeby im dorównać ale też nie śpią.
Cebula. Zdecydowanie za mało posiałem cebuli na rozsady. Ta, którą miałem z własnych rozsad ma się świetnie – szczególnie cukrowa. Ta, którą posiałem z nasion do gruntu właśnie zaczyna wschodzić. Pierwsze przebłyski ale wreszcie. Ta posiana wcześniej – ailsa craig i wolska.
Czosnek. Posadzony zdecydowanie za późno, chociaż sąsiad stwierdził, że on zawsze tak sadzi i mu wyrasta. Posadzony wcześniej w szczytach grządek z marchwią i pietruszką jest już nawet duży. W szczytach zachodnich jest czosnek zimowy,
A w szczytach wschodnich wiosenny.
Ja tam różnicy pomiędzy nimi na razie nie widzę.
Na 8 grządce moja córeczka posadziła 1 maja po 1 rzędzie czosnku wiosennego i zimowego i właśnie zaczął wyrastać.
Koper. Koper bio zaczął wschodzić już wcześniej, a dzisiaj zauważyłem pierwsze przebłyski kopru morovan.
Sałata. Zaczęła wschodzić królowa majowych na 6 grządce. Na 7 grządce najlepiej wygląda syrena.
Pięknie popaduje deszczyk. Roślinkom to sprzyja. Jakby się jeszcze odrobinę cieplej zrobiło, to byłoby super. Przez to, że jest chłodniej, drzwi i okna w szklarni są zamknięte, a to powoduje bardzo dużą wilgotność. Lepiej, żeby na dłuższą metę tak nie było, bo jeszcze jakieś paskudztwo grzybowe się wda. Jak otworzę drzwi, to wilgotność szybko spada, ale szkoda mi trochę szczególnie ogórków, które za zimnem nie przepadają.