Nie wszystko mam w ogrodzie zautomatyzowane. Większość roślin podlewana jest automatycznie, ale nowe rabatki wzdłuż tarasu i doniczki na tarasie muszę jeszcze podlewać ręcznie. Używam do tego węża, który jest łączony z 2 kawałków. Na końcu jest złączka z zaworkiem, dzięki czemu po wypięciu końcówki zraszającej woda z węża nie wypływa i nie trzeba zakręcać głównego zaworu. Wszystko działało super, dopóki nie zaczęły się wysokie temperatury. Jak słoneczko przygrzało, to wzrosło ciśnienie w wężu i nastąpiło rozszczelnienie na łączeniu dwóch kawałków węża. Woda oczywiście lała się pięknym strumieniem. Przyjeżdżam na działkę, a przed płotem spory strumień wody. Robię obchód po działce i widzę przyczynę. Na szczęście mam super sąsiada (którego serdecznie pozdrawiam i któremu dziękuję), bo zauważył co się dzieje i zakręcił główny zawór. Na marginesie dodam, że fajnie podlewać roślinki wodą ze studni. W zasadzie ponosi się tylko koszty prądu. Mnie awaria kosztowała ok 1 zł. Gdybym korzystał z wodociągu, to nie byłoby to już takie tanie 😊

[ ↑ ]