Studnia – ciąg dalszy. Po wywierceniu studni przez fachowców pora na jej uzbrojenie. Zacząłem od wybrania wody z wykopu. Było jej dużo, trochę używałem pompki na wiertarkę, trochę wiadra. Następnie obsypałem rurę osłonową. Fachowcy po wywierceniu trochę ją obsypali (myślę, że na ok 6 m) a ja dokończyłem dzieła. Użyłem oczywiście żwirku wydobytego w czasie kopania. Zaczął padać deszcz, więc mogłem zabrać się za składanie pompy, tzn. poskręcałem po kolei: pompa, nypel, zawór zwrotny, złączka PE, głowica studni. Pompę podwiesiłem na lince stalowej nierdzewnej. Deszcz przestał padać więc mogłem umieścić pompę w studni i zacząć pompowanie wody. Na początku przez chwilę woda nie była klarowna ale już po minucie był kryształ. Wypompowałem sporo wody. Przekonałem się na własnej skórze, że woda w studni jest i raczej nie powinno jej zabraknąć. Mogłem więc zdemontować pompę i skrócić rurę osłonową. Musiałem dobrze wymierzyć, ponieważ ciśnienie wody w studni jest dosyć duże i lustro wody utrzymuje się bardzo wysoko. Nie mogłem uciąć rury zbyt nisko, żeby woda nie wylewała się z rury osłonowej i nie zalewała studzienki. Ucięcie rury zbyt wysoko powodowałoby, że studzienka wystawałaby wysoko ponad poziom terenu. Ostatecznie zdecydowałem się, że obetnę rurę osłonową ok. 15-20 cm powyżej lustra wody. Następnym etapem było obsadzenie studzienki. Zamiast kręgów betonowych wybrałem rurę karbowaną o średnicy 42.5 cm. Przymierzyłem, skróciłem i wywierciłem otwór na rurę PE. Teraz mogłem zabrać się za przeprowadzenie rury PE. Nie bez wysiłku wykonałem przecisk pod chodnikiem. Włożyłem rurę i niestety w czasie przeciągania uległa ona zagięciu. Tak to jest, jak się pracuje samemu. Musiałem więc ja obciąć. I to by było na tyle jeśli chodzi o piątek, piąteczek, piątunio. Niby niewiele zrobiłem, a po prostu padam z nóg. Ciąg dalszy nastąpi w sobotę, ale nie martwcie się nie będzie to telenowela 😊.