Dzień dobry,
Słoneczko pięknie świeci, wiaterek lekko powiewa – idealne warunki do szybkiego przesychania ziemi w podwyższonych grządkach. Trzeba temu zapobiec. Można podlewać „ręcznie”, a można spróbować ten proces trochę zautomatyzować. Moje automatyczne nawadnianie grządek spisywało się w ubiegłym roku wzorowo. Nie pozostało mi nic innego, jak tylko rozbudować system. Automatyka (domorosłej konstrukcji) jest i działa, więc wystarczy przyłączyć tylko kolejne grządki. Wziąłem się więc za nawadnianie. Nie kupowałem rury „16” – wykorzystałem odcinki starej linii kroplującej – pomiędzy kroplownikami jest 33 cm – więc dla moich celów wystarczy. Rurę „20” mam. Pozostałe kształtki (trójniki, zawory, kolanka, itd.) dokupiłem wcześniej. Wydawało mi się, że mam już wszystko – ale jak to w praktyce, okazało się, że korki (których używam do napinania poszczególnych linii kroplujących) nie pozwalają na zaciśnięcie przewodów o takiej grubości. Musiałem więc „interwencyjnie” zakupić trochę cybantów i teraz muszę czekać, aż przyjdzie przesyłka. Mam nadzieję, że nie okaże się, że znowu czegoś zabraknie. W każdym bądź razie, część prac już wykonałem. Poskręcałem kształtki. Było tego sporo, że aż narobiłem sobie niezłych odcisków 😊. Zamontowałem także część haczyków – do napinania poszczególnych linii kroplujących. Co pozostało do zrobienia? Podłączyć wszystkie grządki do magistrali, zamontować w grządkach linie kroplujące, zamontować w liniach kroplujących dodatkowe kroplowniki. Tak więc nie martwcie się 😊 telenowela jeszcze się nie kończy.